wtorek, 7 października 2014

Weekend w górach oraz Fa la la la la - SAL Jingles #7

Znów spieszę zaprezentować kolejny fragment SALu Jingles. Jeszcze trochę mi brakuje do bycia na bieżąco, ale bardzo się staram.
Ta część kojarzy mi się z popularną w Ameryce kolędą, a to z kolei przywołuje wspomnienie jednej z bajek Disney'a - "Piękna i Bestia - Zaczarowane święta". Gdy byłam młodsza bardzo ją lubiłam (i do dziś się to nie zmieniło). ;)
Na ten moment SAL prezentuje się tak:
Jeszcze pięć fragmentów i koniec SALu, i roku. Oznacza to tylko jedno: będzie można zacząć nowy projekt na cały rok. :)

W ostatni weekend nieoczekiwanie trafił mi się wyjazd w góry. Razem z narzeczonym wybraliśmy się do Białki Tatrzańskiej na romantyczny weekend we dwoje. Brakowało nam czegoś takiego i cieszę się ogromnie, że znaleźliśmy atrakcyjną ofertę na Grouponie i okazało się, że ostatni wolny pokój na ten weekend czekał właśnie na nas. :)
Postanowiliśmy, że w drodze do celu "zahaczymy" jeszcze o Kraków. Tak więc w piątek kręciliśmy się po krakowskim rynku. Wysłuchaliśmy Hejnału Mariackiego, przeszliśmy przez Sukiennice, ciesząc oczy wystawionym tam rękodziełem i błyskotkami, a także podziwialiśmy rzeźbę zmarłego wczoraj artysty - Igora Mitoraja. Zmarznięci, wpadliśmy jeszcze na gorącą czekoladę do Pijalni Czekolady E.Wedla. Ostatnim przystankiem była Mydlarnia u Franciszka na Gołębiej i szybka babeczka w Cupcake Corner na Brackiej. Babeczka mnie niestety bardzo rozczarowała... Wybrałam Red Velvet, a mój narzeczony jakiś serniczek i oba ciastka smakowały niemalże identycznie i były dla nas za słodkie (co jest bardzo dziwne, bo uwielbiamy słodycze). Zawsze mi się marzyła własna cukiernia (głównie z babeczkami i muffinami właśnie) i nie podejrzewałam, że mogłabym byś niezadowolona z wizyty w takim miejscu. :(
Lewe górne zdjęcie: Sukiennice, lewe dolne: w Pijalni Czekolady E.Wedla, środkowe: krakowski rynek i Kościół Mariacki, prawe górne: w Sukiennicach, prawe dolne: rzeźba Igora Mitoraja.
Z Krakowa wyruszyliśmy już prosto do Białki Tatrzańskiej. Krótko po 15. byliśmy na miejscu. Pensjonat był tak piękny jak na zdjęciach z Groupona. Zameldowaliśmy się i poszliśmy do restauracji regionalnej na zamówioną obiadokolację. Pomidorowa to było zdecydowanie to! Zwłaszcza, że miałam cały czas gorączkę i czułam się źle... Wieczorem skorzystaliśmy ze strefy SPA&Wellnes i na godzinę oddaliśmy się relaksowi w jacuzzi. :)
Następnego dnia odwiedziliśmy Zakopane i kilka godzin spacerowaliśmy, żeby ostatecznie zaszyć się w cukierni na Krupówkach i zjeść pyszny torcik bezowy/tartę z owocami i popić gorącą czekoladą. :) Po obiedzie w naszym pensjonacie wybraliśmy się do Herbaciarni pod Złotą Łyżwą. Bardzo polecam to miejsce - klimat babcinej chatki, pachnące róże w wazonikach na stołach, nastrojowa muzyka oraz przepyszne herbaty i desery.
W niedzielę po śniadaniu zrobiliśmy jeszcze kilka zdjęć przy pensjonacie, wymeldowaliśmy się, zostawiając ślad w księdze pamiątkowej i wyruszyliśmy z powrotem do Zakopanego, bo obiecaliśmy sobie pyszny góralski obiadek. Wybór padł na Owczarnię, która znajduje się na Krupówkach i na podawaną tam baraninę z pieczonymi ziemniakami. Pycha! Po obiedzie wyruszyliśmy w drogę powrotną. Korki na szczęście nie były tragiczne, więc dość sprawnie dotarliśmy do domu, tak oto kończąc ten piękny weekend.
Od lewego dolnego zdjęcia: oczekiwanie na zaparzenie się herbatki w Herbaciarni pod Złotą Łyżwą, potok przy pensjonacie, widok w drodze powrotnej, wspomniana pomidorowa pierwszego dnia, widok z okna naszego pokoju, niedzielny obiad w Owczarni, zdjęcie z mini-fabryki cukierków na Krupówkach (akurat tworzone były lizaki w charakterystycznych góralskich kształtach) i cukiernia rodziny Bachleda-Curuś oraz wcześniej wspomniany torcik bezowy i gorąca czekolada. Na największej fotografii widać Pensjonat Burkaty od strony płynącej obok niego rzeczki.
Jak widać na zdjęciach - głównie jedliśmy. ;) Moje przeziębienie i towarzysząca mu gorączka nie pozwoliły na więcej, ale mimo to uważam, że był to cudowny wypad - piękne miejsca, pyszne jedzenie i najwspanialsze towarzystwo, jakie mogłabym sobie wymarzyć. :)

Na koniec chciałabym jeszcze serdecznie powitać nowych obserwatorów - rozgośćcie się! :)

Miłego dnia!

poniedziałek, 6 października 2014

Merry - SAL Jingles #6

Przedstawiam następny uroczy wzór z serii Jingles. Jestem już w połowie. Jupi! :)
Bardzo podobają mi się tego typu szlaczki, więc wyszywałam go z przyjemnością. :) Te śnieżynki na błękitnym tle kojarzą mi się ze skandynawskimi wzorami, które bardzo lubię. I ta urocza koronka na samym dole. Jeden z ładniejszych fragmentów. :)

Jesień przyniosła mi jakieś okropne choróbsko, a nieoczekiwanie trafiła się okazja na spędzenie weekendu w górach. Na szczęście nie powstrzymało mnie to przed przeżywaniem wielu cudownych chwil i zbieraniem pięknych wspomnień. Pogoda może nie była idealna, ale nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Myślę, że w następnym poście skrobnę coś niecoś o tym wyjeździe, a tymczasem...

Pozdrawiam cieplutko :)

czwartek, 2 października 2014

Wait til' Dec. 25! - SAL Jingles #5

Kolejny fragment SALu jest już gotowy. Śliczne, różnorodnie opakowane prezenty i mała choineczka z bombkami z french knotów. :)
U nas prezenty rozpakowuje się po kolacji wigilijnej, więc nie musimy czekać do 25. grudnia - na szczęście! Ja jestem bardzo niecierpliwa w tej kwestii i nie chodzi tu o prezenty dla mnie, ale o reakcję moich bliskich na prezenty, które ja przygotowałam dla nich. Już niedługo znów będę wymyślać najodpowiedniejsze podarunki i czekać na dzień ich wręczania. :)

Pięknego dnia! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...